| Weselno-pogrzebowa "Orkiestra" Jacka Głomba |
|
|
|
| wtorek, 27 września 2011 13:37 | |||
|
Gdyby Emir Kusturica widział legnicką „Orkiestrę” i grającą w niej Ewę Galusińską byłby zachwycony, a legnicka aktorka miałaby pewne miejsce w obsadzie jego kolejnego filmu. Premiera w lubińskiej cechowni to było prawdziwe one woman show tej aktorki, a zagrana przez nią francuska repatriantka i komunistka Yvonne to postać tyleż szaleńczo śmieszna, co tragiczna.
Zobacz także: Ogłoszenia praca Legnica
Pierwsza w dziejach zagłębia miedziowego teatralna opowieść o jego dziejach widzianych z perspektywy członków górniczej orkiestry dętej stała się faktem. Mimo okolicznościowego charakteru premiery (podkreślała to prawdziwa kopalniana orkiestra witająca widzów), która przypadła w jubileusz 50.lecia KGHM, mimo sponsoringu tej firmy, nie jest to socrealistyczny produkcyjniak, ale pełnowymiarowy wytwór artystyczny. Efektem jest słodko-gorzka, czasami śmieszna, czasami wzruszająca ballada, w której historia miesza się z mitem, prawda z legendą, sprawy ważne z anegdotami. Wszystko osadzono zaś w klimacie, któremu najbliżej do realizmu magicznego. Stąd wśród żywych pojawiają się postaci z górniczych wierzeń i przesądów. Jest patronka „dobrej śmierci” Święta Barbara (Joanna Gonschorek), jest i strzegący podziemnego bogactwa Skarbek (Anita Poddębniak).
Ci, którzy mieli już okazję oglądać najnowszą produkcję duetu Krzysztof Kopka (scenariusz) – Jacek Głomb (pomysł i reżyseria), doszukiwać się będą podobieństw do wcześniejszych legnickich spektakli, które powstawały metodą dokumentalną z zapisków historii oraz ludzkich wspomnień i mitów, takich jak: „Ballada o Zakaczawiu” „Obywatel M. – historyja”, Operacja Dunaj” czy „Łemko”. I pewne podobieństwa z pewnością odnajdą, bo charakter pisma jest trochę jak odcisk palca. Nie do podrobienia.
Jednak gdzie indziej doszukiwałbym się podobieństw. Legnickiej „Orkiestrze” blisko jest do balladowej poetyki, która ma niewiele mniej lat, niż miedziowy kombinat. Myślę o słynnym w połowie lat 60. ubiegłego wieku polskim filmie Henryka Kluby „Chudy i inni” zrealizowanym na podstawie scenariusza Wiesława Dymnego. Tak, tego samego, który z Legnicy do krakowskich piwnic uwiódł nam młodziutką wówczas Annę Dziadyk, którą dziś cała Polska zna pod nazwiskiem jej pierwszego męża.
To wrażenie i skojarzenie najsilniejsze jest w tych partiach sztuki duetu Kopka-Głomb, w których poznajemy bohaterów tej miedziowej ballady. Ową zbieraninę barwnych typów i typków, która pół wieku temu zjechała do Lubina i okolic z różnych stron świata, by od podstaw budować wielki przemysł, związane z nim miasta i od nowa układać swoje własne życie. W panoramicznej, epickiej perspektywie oglądamy dwugodzinną opowieść o minionym półwieczu i ludziach, których połączyły losy orkiestry, a w które wpleciono echa historycznych wydarzeń: walki z wodą przy głębieniu pierwszych szybów, pochodów pierwszomajowych, uroczystości milenijnych i słynnego biskupiego „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, tragedii sierpnia 1982 roku, strajków przeciw prywatyzacji… Jest i Krzysztof Kieślowski kręcący propagandowy film zachęcający do pracy na miedzi, jak i Edward Gierek prowokowany perspektywą polskiego Kuwejtu.
Owo paradokumentalne nagromadzenie faktów to najbardziej ryzykowny zabieg na jaki zdecydowali się twórcy spektaklu i – jak sądzę – część widzów będzie irytować. Całość ratuje jednak balladowe przymrużenie oka, spora dawka humoru i anegdot wyłuskanych z górniczych opowieści, a także – co nie jest niespodzianką – aktorstwo. Sztukę skonstruowano bowiem na podobieństwo jazzbandowego koncertu. Co pewien czas każdy z członków zespołu dostaje zatem okazję do swojej (większej lub mniejszej) solówki.
Bałkański temperament, z jakim swoją partię rozegrała Ewa Galusińska, godny jest osobnej analizy. Płomień jaki z niej bije na scenie i brawura z jaką kreśli postać partyjnego sekretarza przywodzi na myśl słynną postać baskijskiej La Pasionarii (Dolores Ibárruri), legendarnej przywódczyni hiszpańskich komunistów z okresu wojny domowej i autorki głośnego „No pasaran!”. To jednak skrajnie przerysowany portret kobiety samotnej, ideowej, ale zaślepionej i poślubionej partii, co prowadzi ją do serii spektakularnych wpadek i porażek, a na koniec do szaleństwa.
– Trochę przesadziła – usłyszałem po premierze od teatrologa Ireneusza Guszpita. Nie podzielam tej opinii. Postać Francuzki Yvonne (choć po prawdzie polskiej repatriantki Iwony Kozik) zagrana została perfekcyjnie i sprawiła, że spektakl odleciał w klimaty absurdu, teatru z niezbędną mu nutą dystansu i umowności. To były momenty, gdy „Orkiestra” Kopki i Głomba grała niczym szalona Weselno-Pogrzebowa Orkiestra Gorana Bregovića.
Tak w te odległe klimaty odlatują moje myśli o spektaklu. Nie ma jednak w tym nic dziwnego skoro od problemu czy grać na pogrzebie kolegi, który mocno podpadł członkom zespołu, się to zaczyna, a i wesele zamieni się w pewnej chwili w pogrzeb, gdy panna młoda zostanie niepoślubioną wdową…
Grzegorz Żurawiński
Teatr Modrzejewskiej w Legnicy Krzysztof Kopka ORKIESTRA reżyseria: Jacek Głomb scenografia: Małgorzata Bulanda muzyka: Bartek Straburzyński ruch sceniczny: Witold Jurewicz premiera: 22 września 2011 r. w cechowni ZG „Lubin” na inaugurację Festiwalu Teatru Nie-Złego w Legnicy
Obsada: Katarzyna Dworak (Ubolka/Matka Zdzicha), Ewa Galusińska (Francuzka), Joanna Gonschorek (Św. Barbara), Zuza Motorniuk (Konczita, córka Francuzki), Anita Poddębniak (Skarbek), Magda Skiba (Jadźka, żona Franka Biedy), Małgorzata Urbańska (Arleta), Bartosz Bulanda (Zenek), Rafał Cieluch (Helmut/Semenko), Bogdan Grzeszczak (Pan Piotr), Robert Gulaczyk (Tolo), Paweł Palcat (Franek Bieda), Mariusz Sikorski (Dziergany), Paweł Wolak (Pan Fuga) oraz gościnnie Mateusz Krzyk (Zdzicho).
Źródło: Legnicka Gazeta Teatralna @kt
|




